Dzień siódmy

< Dzień szósty | Spis treści | Dzień ósmy >

30.12.2008 Klasztor Świętej Katarzyny i góra Synaj

Ok 3 nad ranem dojechaliśmy na miejsce. Jest zupełnie ciemno i chłodno. Naszym przewodnikiem na szczyt góry jest Beduin. Dostajemy latarki - choć nie wszyscy i my znajdujemy się w tej grupie bez latarki i ruszamy na szczyt. Na górę prowadzą schody wykute w skale jest ich 3750. Jako pokutę zadanie wykucia tych schodów wybrał sobie pewien mnich w VI wieku. Ponieważ jest ciemno nie możemy pójść schodami. Wybieramy tzw ścieżkę wielbłądzią. Niebo jest bezchmurne i widać wiele gwiazd. Nie ma tu wile świateł wiec widać drogę mleczną. Większość trasy można pokonać na wynajętym wielbłądzie. My jednak wybieramy spacer. Na sam szczyt nie można wyjechać na wielbłądzie. Schody i ścieżka wielbłądzia łączą się w pewnym miejscu skąd na szczyt pozostaje już tylko 750 stopni. Tu już trzeba o własnych siłach wspinać się. Drogę znacznie ułatwiają stopnie. Wspinaczka zajmuje nam ok 3 godzin. Na szczycie znajduje się mała kapliczka. Tu tez pożyczamy od Beduinów materac i siadamy na skale. Czekamy na wschód słońca. I jest to najpiękniejszy wschód słońca jaki widziałam. Słońce wstaje bardzo szybko ponad szczytami gór. I kiedy podnosi się coraz wyżej na twarzy czuję jego ciepło. Jest już zupełnie jasno. Może nie jest to rzeczywiście to miejsce gdzie Mojżesz otrzymał dziesięć przykazań (jest to wciąż sporna kwestia) ale z całą pewnością można sobie tu o nich przypomnieć.

Droga w dół jest znacznie szybsza. I znów pokonujemy ją na własnych nogach. U podnóża góry znajduje się klasztor św Katarzyny. To szczególne miejsce. Oprócz samego klasztoru który jest świątynią greko-katolicką znajduje się tu synagoga i meczet. Pielgrzymują tu wierni trzech religii. I mogą się tolerować na wzajem. A Beduini wciąż czerpią wodę ze 'Studni Mojżesza". A jednak tolerancja i wzajemne poszanowanie jest możliwe.

Na koniec naszej wycieczki czas pobrykać na wielbłądzie. Co prawda nie chciałam by to wielkie zwierze zaniosło mnie na górę, ale bardzo chce sobie na nim pojeździć. Wiec kupujemy krótką przejażdżkę. Wielbłąd niesamowicie ryczy kiedy musi się położyć, a tylko wtedy mogę na niego wsiąść i zsiąść. Jakby go to bolało. Kiedy się porusza to jest to dość zabawne. Ale na szczęście nie poszedł w cwał.

Do hotelu wracamy ok 16 i koniecznie musimy się wykąpać. Pustynia jest z nami, czyli jesteśmy niemiłosiernie brudni.

30.12.2008 Pływamy przy brzegu

Po południu wybieramy się na hotelową plażę. Kupujemy 15 minutową przejażdżkę na pontonie w kształcie banana, którego ciągnie motorówka. Mamy niesamowity ubaw, zwłaszcza kiedy wchodzimy w zakręt. Po przejażdżce na 'bananie' zakładamy płetwy i z maseczką wybieramy się na oglądanie dna morza. Ku naszemu zaskoczeniu jest to ogromna ilość małych i większych rybek. Mogliśmy podziwiać średniej wielkości małże. Natrafiliśmy na całą rodzinę Anemonefish. Dwie dorosłe rybki i mały dzidziuś pływały w swoim ukwiale. Jedna z Surgeonfish była na tyle śmiała, że uderzyła w aparat fotograficzny. Zadziorne stworzenie. Były tez inne złowrogie stwory jak 'Lionfish''. Byliśmy blisko brzegu i nie było tu głęboko. Trzeba uważać gdzie się stawia stopy w wodzie.

basia

< Dzień szósty | Spis treści | Dzień ósmy >