Dzień czwarty

< Dzień trzeci | Spis treści | Dzień piąty >

27.12.08 Ras Mohommed National Park

Dziś też wyruszamy bardzo wcześnie na nurkowanie. Tym razem płyniemy do parku narodowego Ras Mohommed. Podczas pierwszego nurkowania udaje nam się podejrzeć murenę, która spała pod skałą i wyraźnie nie była zachwycona z naszych odwiedzin. Oprócz korali i rybek udaje nam się zobaczyć zatopiony ładunek z jakiegoś statku. Wygląda to jak spora klatka w której są butle. Nasz przewodnik nie wiedział co znajduje się w tych butlach. Ale pozwolił wpłynąć nam do tej klatki i przyjrzeć im się z bliska. Butle wyglądały jakby był w nich przechowywany jakiś gaz. Ale nie wyglądały groźnie. Spotkaliśmy też Red Sea bannerfish, Emperor angelfish , Picasso triggerfish oraz Red Sea raccoon butterflyfish. I kilka Lionfish co mnie zdziwiło bo są to bardzo trujące ryby, a jednak jest ich bardzo dużo.

Po tym nurkowaniu Mohammed - nasz Dive Master zaproponował nam wyprawę do wraku statku. Nie było tego w programie, przynajmniej naszym. Wszyscy nurkowie chętnie zgodzili się więc popłynęliśmy. Wrak okazał się całkiem dobrze zachowanym brytyjskim parowcem, który ponad 100 lat temu postanowił, że też zanurkuje. Przyczyna katastrofy nie jest znana. Kiedy zbliżaliśmy się do wraku przepłynęła pod nami ogromnych rozmiarów murena. Przy tej wielkości była niespodziewanie szybka i zwinna. Przed wpłynięciem do wraku przez większą dziurę w burcie udało nam się zobaczyć również pokaźnych rozmiarów płaszczkę. Leżała sobie na piasku i w zasadzie widać było tylko jej kontur bo była w tym samym kolorze co piasek. Kiedy podpłynęłam do niej bliżej żeby zrobić jej zdjęcie leniwie podniosła się z dna i odpłynęła w bardziej odludnie miejsce. Samo przepłynięcie we wnętrzu statku było nielada frajdą ale też i wyzwaniem. Trzeba było uważać, żeby nie zahaczyć butlą o konstrukcję statku albo zwyczajnie nie uderzyć głową w jakąś rurkę. Kiedy przepływaliśmy pod kotłem - sercem parowej maszyny przewodnik kazał nam wstrzymać oddech na chwile. Pozwoliło to usłyszeć nam dość ciekawe dudnienie. Dźwięk był taki jakby silnik parowy wciąż pracował. W rzeczywistości było to echo które wywołała nasza obecność. Bąbelki powietrza jakie wydychaliśmy uderzały gdzieś o wrak statku.

Po skończonym nurkowaniu wyłożyliśmy się na pokładzie. Pogoda jest prześliczna wiec warto się wygrzać w słonku. Jednak ta sielanka nie trwała długo. Miłosza rozbolał solidnie brzuch. Zaraz po dopłynięciu do brzegu poszliśmy do lekarza. Diagnoza dość nieprzyjemna ' ameba'. Lekarz uspokajał mnie, że to normalne w tym klimacie i niegroźne. Przepisał lekarstwa i kazał wypoczywać.

Oj nie jest miło chorować na wakacjach. Nie jest tez miło kiedy sama wybrałam się do apteki. Była ona co prawda bardzo blisko hotelu, ale biała kobieta sama na ulicy - sensacja. I takich sensacji przeżyłam jeszcze kila. Przy wyjściu do sklepu po sucharki. Przy wyjściu na kolację.

basia

< Dzień trzeci | Spis treści | Dzień piąty >