Dzień trzeci

< Dzień drugi | Spis treści | Dzień czwarty >

26.12.2008 Tiran Island

Dziś wstajemy bardzo wcześnie. O 7:45 przyjedzie po nas busik i zawiezie nas na miejsce skąd odpływają łodzie. Na przystani okazuje się, że jedna osoba nie została dowieziona więc musimy na nią poczekać. W końcu wypływamy i po ok godzinie płynięcia docieramy do miejsca gdzie będziemy nurkować. Nasza łódź nie rzuca tu kotwicy. Przygotowani do zanurzenia szybko wskakujemy jak pingwiny do wody. Nurkujemy w dwóch grupach po 6 osób. Każda grupa ma swojego Dive Mastera. Nie mamy takiej swobody jak w Australii. Wynika to z tego, że łodzie nie rzucają kotwic. Więc musimy wszyscy razem wypłynąć w jednym miejscu by łatwo dostać się z powrotem do łodzi. Za to nasz przewodnik pilnuje żeby nikt się nie zgubił. Temperatura wody to ok 23 stopnie. Całkiem ciepło, ale po 45 min w wodzie długie kombinezony okazują się bardzo pomocne. Spotykamy 'Nemo' czyli Błazenki. Ukwiały w których żyją są znacznie mniejsze. Jest tu mnóstwo Butterflyfish, Sohal surgenonfish. To co jednak rzuca się w oczy to 'blech coral' czyli zakończenia wielu korali są białe. Jakby ktoś wybielił je wybielaczem. To efekt tego, że rafa jest często odwiedzania przez turystów, możliwe, że wzrost temperatury wody i jeszcze jakieś inne czynniki sprawiają, że rafa choruje.

Po godzinnej przerwie w czasie której popłynęliśmy w inne miejsce znów schodzimy pod wodę. Tu rafa jest znacznie większa i ładniejsza. Przy powierzchni jest ogrom bardzo małych rybek. Są żółte z fioletowym fluorescencyjnym paskiem lub fioletowe z czarnym paskiem. Wyglądają jak mieszkańcy akwarium. Nie uciekają ale też nie można ich dotknąć. Pozwalają podpłynąć do siebie bardzo blisko, a kiedy mój palec jest ok 10 cm od nich zmykają. Ale zaraz później sprawdzają czy znów płynę za nimi. Są też tu i większe ryby, np Trumpetfish pływają całymi stadami. No i oczywiście cała masa tuńczyków. Bardzo podoba mi się sposób w jaki Dive Master pokazuje nam, że to właśnie tuńczyki. Robi taki gest jakby otwierał puszkę z tuńczykiem.

Ok 16 wracamy do hotelu. Trzeba wymyć i wysuszyć sprzęt. Słona woda mu nie służy. Wieczorem wybieramy się na spacer. Chcemy znaleźć coś co można by nazwać centrum. Niestety nic takiego tu nie ma. To cała masa hoteli. Jest meczet ale dość daleko i na piechotę nie da się do niego dostać. Chcemy zobaczyć górę Mojżeszową więc szukamy możliwości wykupienia wycieczki. Nie można tam pojechać samemu. Nie można tak po prostu wynająć samochodu i wyjść na górę. Trzeba koniecznie wykupić wycieczkę i w zorganizowanej bandzie wspinać się na szczyt. No ale przecież musi się coś znaleźć. Na pewno się uda :)

basia

< Dzień drugi | Spis treści | Dzień czwarty >